piątek, 5 grudnia 2014

Zaraz odwiozą mnie do Tworek...

czyli co Wielki Wybuch zmienił w mojej egzystencji.
Tak więc:

- spełniłam obywatelski obowiązek zwiększając przyrost naturalny,
- odkryłam, że sen jest dla mięczaków,
- a jeśli już się pojawia to w formie zajęczej, a nie jak dawniej niedźwiedziej,
- nabyłam cechy żywego termometru,
- zwiększyłam znacząco zyski dystrybutorów kawy,
- zyski producentów oprzyrządowania dzieciowego też skoczyły w górę,
- wraz ze wzrostem zysków u ww. mój portfel popadł w permanentną depresję,
- a moja wiedza na temat owego oprzyrządowania skoczyła na level ekspert,
- straciłam miejsce do spania we własnym łóżku,
- podreperowałam kondycję dzięki domowemu joggingowi i naddzieciowym skłonom,
- odkryłam uroki prysznica z widownią,
- a także zadziwiająco szybką regenerację podprysznicową,
- pstryknęłam ilość zdjęć godnych najwytrawniejszych paparazzo,
- straciłam kilkanaście giga na dysku w związku z powyższym,
- dzięki hormonom złośliwym częściowo, pociążowo wyłysiałam,
- zmienił mi się dźwięk budzika (na stękająco - gulgoczący)
- co gorsza, budzik ten nie ma funkcji drzemki,
- w związku ze zwiększoną ilością pobudek wzrosła też ilość siniaków,
- wcale nie jest dobrze wstać skoro świt,
- czasem mam ochotę bujnąć się z pobliskiego okna,
- melodyjki w dzieciowych zabawkach zaczęły niebezpiecznie wyżerać mi resztki świadomości,
- rozszerzył się repertuar dźwięków paszczowych,
- kreatywność w zajmowaniu uwagi drugiego człowieka (szczególnie tak małych rozmiarów) również skoczyła,
- poziom omamów słuchowych też poszła znacznie do góry,
- spłynęła na mnie łaska cierpliwości w ilościach przemysłowych,
- zimna kawa, to też dobra kawa,
- przygotowując ww. napar opukuję miarkę o puszkę, żeby była płaska,
- grzybki marynowane w dalszym ciągu są na propsie,
- nabrałam wprawy w odprawianiu egzorcyzmów,
- zubożyłam swoją garderobę dzięki nadrukom mleczno - warzywnym made by Buba,
- zostałam osobistym stalkerem mojej córki,
- wzbogaciłam osobowość o instynkt mordercy,
- pokochałam bezwarunkowo moje dziecko tak, że O Matko Bosko. I jeszcze dużo więcej.

Pozdrawiamy,
P&J

2 komentarze:

  1. U mnie doszło jeszcze jedno - mogę wytrzymać więcej, niż kiedykolwiek sądziłam :-). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no zgadzam się w zupełności :)

      Usuń