piątek, 10 kwietnia 2015

9!

Z okazji drugiej ciąży (wszak 9 miesiąc już za nami) mam dla Was kilka słów na temat kroków i kroczków milowych w temacie rozwoju Pulpeta osobistego. Niewątpliwie największy skok nastapił w zakresie mobilności dzieciny. Poczynając od nieśmiałych kilku raczków Julka przeskoczyła na level ekspert w raczkowaniu i na dzień dzisiejszy przemieszcza się po obejściu z prędkością huraganu, zwykle dodając sobie animuszu radosnymi okrzykami. Oczywiście  wzrost mobilności poniósł za sobą wzrost ryzyka wypadków różnych, ostatnio okupionych malowniczym guzem w okolicach skroni ( i tak, wyrzuty sumienia matkę przygniotły do dywanu). Dzieć za nic ma stare porzekadło mówiące, że głową muru nie przebijesz i w związku z tym usilnie próbuje tej prawdzie zaprzeczyć walcząc ze stającymi na drodze ścianami/drzwiami/innymi powierzchniami stałymi.  Dziecina odkryła również nieskończoną ilość rzeczy, które można dzięki raczkowaniu podstępnie zachachmęcić. Tym oto sposobem codzienne podreperowanie matczynego oblicza zyskało rozkład wieloetapowy, z przerwami na odbiór poszczególnych malowideł od córki, a pół domu zwykle zasłane jest strzępami gazet. 




Dziewiątka zaowocowała nam również stałym (w miarę możliwości) rozkładem dnia. Wesolutki skowronek własny wstaje w okolicach 6.30, targając za włosy pochrapującą nieopodal matkę. Do skutku. Później mamy szybkie mleko (i tu kolejna nowość - samoobsługa) i czas na zabawę. W okolicach przedpołudniowych dzieć pada na jedyną zachowaną jeszcze drzemkę, za to około 2, a nawet 3 godzinną (powyżej 2 godzin matka zaczyna tradycyjnie biegać i sprawdzać, czy oby na pewno jej szczęście jeszcze oddycha i czy nie jest trawione jakąś nagłą gorączką czy też innym dziadostwem). Później mamy elementy konsumpcyjne, zabawowe i tak oto dzień płynie do 19.30, kiedy udajmy się na wieczorne ablucje. Czysta i pachnąca Pulpetowa sadowi się później wygodnie w maminych ramionach, spożywa wieczorną butlę i odpływa w opiekuńczych ramionach Morfeusza na większość nocy. Bo noc u Nas jest dzielona i zwykle w godzinach nieprzyzwoicie porannych dziecina emigruje z łóżeczka do rodzicielskiego łoża.  Bo matka jest wygodnicka - to raz, a że zęby dają popalić (a mamy ich już 6 i trochę) to dwa.



Sylabą miesiąca zostaje natomiast dumne "ma", powtarzane w ilościach przemysłowych. I  choć serce (wbrew logice tradycyjnie) się raduje, wciąż czekam na double ma skierowane w kierunku własnym. Aczkolwiek, pomijając notoryczne mamowanie, dziecina wkroczyła na etap bez matki ani rusz. A że raczkowanie sprawę zdecydowanie ułatwia matka, oprócz wyćwiczonego bicepsa trenuje również mięśnie nożne dzięki dzieciowi uwieszonemu w okolicach łydkowych. A czasem to i łezka wzruszenia się zakręci, kiedy mały człowiek ni stąd ni zowąd wtulony w mamine obłości zaśnie umęczony nieskończonym wodospadem uczuć. 



Podsumowując dziewiątka przekształciła Potomkinię z wszechobecnego walca w mały motorek, systematycznie pokonujący kilometry w domowym obejściu. Zresztą poza obejściem również, bo spacery to rzecz obowiązkowa, chociaż w dalszym ciągu powodują u dzieciny nagły atak spania, a nie (jak zakładamy przynajmniej) ciekawość wiosennego świata.  Ale jak to mówią albo rybka albo akwarium, grunt że porcje świeżego tlenu dostarczane są dziecinie regularnie. I jak widać przynoszą wysoko rozwojowe skutki.




 Pozdrawiamy,
P&motoJ

2 komentarze:

  1. Wszystko co wpadnie w łapki, jest mega ciekawe :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I najczęściej znakomite do podgryzania :)

      Usuń