wtorek, 7 października 2014

Probiotyk? Tak, poproszę.

Jak powszechnie wiadomo, przez kilka dobrych miesięcy układ pokarmowy naszego dziecięcia jest niedojrzały i wysoce wrażliwy na to, co do niego trafia. Czy będziemy karmić piersią, czy też mm (jak w naszym przypadku) możemy napotkać na mało przyjemne przygody o tematyce kolkowej/gazowej/ulewniczej czy też zaparciowej. U nas na szczęście obyło się bez większych problemów, ale oczywiście nie było też (i zasadniczo nie jest) tak, że uniknęliśmy ich na całej linii.

Od początku naszej mlecznej drogi (o tym TUTAJ) utrapieniem naszej pierworodnej były gazy. Czy pokarm był sygnowany znakiem mamy, czy też panem Gerberem problem istniał i przeminąć nie chciał . Sprawa była jednak dokuczliwa, bolesna momentami, co dziecię gromko komunikowało. Przez moment padło nawet podejrzenie, że to owiane złą sławą kolki nękają naszą Julę, ale koniec końców skończyło się po prostu na wzdęciach. I Boboticu, zachwalanym przez naszą panią położną. Dziecię z kropelkami polubiło się bardzo (degustowane były z błogością na buzi), acz spektakularnych (albo choćby ciut zauważalnych) efektów nadal było brak. Wówczas to poradzono nam po pierwsze: ciut rozrzedzać każdą porcję mleka (o tym we wcześniejszym poście) oraz, po drugie inwestycję w probiotyk. I to było TO.
A co to te probiotyki? Najprościej rzecz ujmując są to takie milutkie i przyjazne bakterie, dzięki którym będziemy po pierwsze odporni na wszelkie jesienne słoty, zimowe mrozy i inne atakujące nasze zdrowie zjawiska atmosferyczne, a po drugie będziemy znakomicie trawić to co do naszego żołądka na co dzień wrzucamy. I pozbywać się tego lekko, łatwo i przyjemnie. Te pomocne bakteryjki możemy spotkać m.in. w jogurtach, kefirach i wszelkich dostępnych kiszonkach. No ale gdzie kiszonki, a gdzie niemowlak? Wówczas z pomocą przychodzą nam probiotyki w kropelkach.
U nas, po wniknięciu w probiotyczne tematy zarówno z położną jak i starym, dobrym wujkiem Google wybór padł na BioGaię (klyk) - ochów i achów nad działaniem  było w internetach sporo, nad ceną tego cuda już mniej, ale któż tam na szczęściu swojego potomstwa będzie oszczędzał. Jednakowoż Mata Boska Pieniężna czuwała nad rodzicielskim portfelem, cudownych kropelek nijak nie mogliśmy dostać w milionach aptek i dzięki temu trafiliśmy na Dicoflor - bardziej przystępny cenowo, a równie, jak się okazało w praktyce, skuteczny.
Wizualnie nasze kropelki prezentują się tak:



Skład:
- olej kukurydziany
- liofilizowane żywe kultury bakterii Lactobacillus rhamnosus GG
- mono i diglicerydy kwasów tłuszczowych

Działanie:
Dicoflor zawiera żywe kultury bakterii Lactobacillus rhamnosus GG (ATCC 53103) które:
- zmniejszaja ryzyko wystąpienia powikłań związanych z antybiotykoterapią,
- skracają czas trwania begunki infekcyjnej,
- wspomagają odporność
- zmniejszaja częstość i nasilenie czynnościowego bólu brzucha u dzieci,
- zmniejszają ryzyko szpitalnych zakażeń układu pokarmowego i oddechowego,
- zmniejszają ryzyko zaostrzeń płucnych i ilość hospitalizacji u pacjentów z mukowiscydozą.


Wskazania:

Do postępowania dietetycznego w celu:
- zmniejszenia ryzyka wystąpienia powikłań związanych z antybiotykoterapią,
- skrócenia czasu trwania biegunki infekcyjnej,
- wspomagania odporności,
- przywrócenia równowagi mikroflory jelitowej
U dzieci do lat 12 zalecana jest dawka 5 kropli dziennie, natomiast powyżej tego wieku i dla osób dorosłych - 10 kropli. 


Nasz Pulpet ma kropelki dodawane do mleka. Nie zauważyłam, żeby w jakikolwiek sposób wpłynęły one na smak posiłku (a niewątpliwie pogorszenie jakości byłoby ogłoszone głośno i stanowczo). Dziecię zasysa aż miło, powietrze z dziecięcia uchodzi bez zbędnego jęczybulenia. Zbędne resztki również wydalane są regularnie, chociaż nie obywa się bez stęków, które u matki raz za razem wywołują wspomnienia z zaawansowanego etapu pobytu na porodówce...
Podsumowując - polecamy. I lecimy na kolejną porcję bakteryjek, coby odporności nam na zbliżające się słoty nie zabrakło :)

                                                                                                

1 komentarz: